Strona dobrze wygląda, kampanie przyprowadzają ruch, a zapytań i zamówień jest mniej, niż powinno. Gdzieś po drodze użytkownicy rezygnują. Tylko gdzie? Wraz ze wzrostem konkurencji coraz więcej firm szuka odpowiedzi właśnie w użyteczności strony lub sklepu internetowego. I tu wchodzi audyt UX: uporządkowany sposób, żeby znaleźć miejsca, w których Twoja strona traci klientów, zanim wydasz kolejny budżet na reklamy.
Najczęstsze obawy przed audytem UX brzmią tak: „dostaniemy gruby raport, z którego wyjdzie, że stronę trzeba zbudować od nowa”. Dobry audyt robi coś odwrotnego. Pokazuje, które kilka zmian da największy efekt, a które problemy mogą spokojnie poczekać.
Czasem kończy się redesignem. Częściej listą konkretnych poprawek, które zespół wdraża w ciągu kilku tygodni. W tym tekście pokazujemy też prawdziwy audyt: sklep Nizio, liczby z map cieplnych i to, co zmieniło się na stronie po wdrożeniu.
Czym jest audyt UX, a czym nie jest
Każdy biznes ma pewne cele do osiągnięcia. Czasem jest to zdobycie jak największej liczby zapytań przez formularz na stronie internetowej, a innym razem wypracowanie wyników sprzedażowych w sklepie. Zdarzają się jednak sytuacje, w których coś blokuje wzrost firmy, a cele nie są osiągane. To sygnał, żeby przyjrzeć się konstrukcji i funkcjonalności serwisu.
Tym zajmuje się audyt UX. Analiza użyteczności to weryfikacja witryny pod kątem celów biznesowych: zbadanie każdego z jej elementów, wyciągnięcie wniosków i zaproponowanie zmian. Wprowadzenie zaleceń powinno przełożyć się na lepsze wyniki, czyli więcej zapytań, zamówień albo zapisów.
Audyt UX bywa mylony z innymi usługami, które też kończą się raportem. Różnice mają znaczenie, bo od nich zależy, na jakie pytanie dostaniesz odpowiedź.
W praktyce granice się zacierają. Dobry audyt UX korzysta z danych z analityki, a jego wnioski często prowadzą do testów. Same badania z użytkownikami opisaliśmy szerzej w tekście Badania User Experience – czym są i kiedy je przeprowadzać.
Po czym poznać, że Twoja strona potrzebuje audytu UX
Rzadko ktoś budzi się z myślą „potrzebujemy audytu UX”. Zwykle zaczyna się od liczby, która nie chce drgnąć, albo od pytań klientów, które wracają w kółko. Najczęstsze sygnały to:
- dużo wejść, mało konwersji, mimo że ruch jest dobrze dopasowany do oferty;
- wyraźny odpływ na jednym kroku: w formularzu, w koszyku, przy wyborze dostawy;
- powtarzalne pytania do obsługi klienta, w stylu „gdzie znajdę…” albo „jak zmienić…”;
- wersja mobilna konwertuje wyraźnie gorzej niż desktop;
- strona rozbudowywana latami, w której nikt już nie pamięta, dlaczego menu wygląda tak, jak wygląda.
Skala problemu bywa większa, niż się wydaje. Baymard Institute, który od lat bada sklepy internetowe, szacuje średni odsetek porzuconych koszyków na ok. 70%. Część tych osób tylko się rozgląda, ale wiele rezygnuje z powodów, które audyt wychwytuje bez trudu: przymusowego zakładania konta (18% badanych), zbyt długiego lub skomplikowanego checkoutu (17%) czy braku pełnego kosztu zamówienia widocznego od początku (12%).
Według Baymard Institute poprawa użyteczności checkoutu może podnieść konwersję dużych sklepów internetowych nawet o 35%. To szacunek badaczy, a nie gwarancja, ale dobrze pokazuje, ile potrafi kosztować źle zaprojektowana ścieżka zakupu.
Co zawiera audyt UX
Zakres audytu UX zależy od potrzeb firmy i od tego, co ma się wydarzyć po jego zakończeniu. Najczęściej składają się na niego trzy elementy:
- raport z rekomendacjami i jego szczegółowe omówienie z osobami, które będą wprowadzać zmiany;
- makiety i projekty graficzne pokazujące zalecane zmiany;
- wdrożenie zmian, czyli wprowadzenie zaleceń w życie przez programistę.
Nie zawsze potrzebne są wszystkie trzy. Często firmy, które mają już część zasobów, zlecają na zewnątrz tylko wybrany fragment pracy. Przykładem może być sytuacja, gdy firma ma programistów, którzy wprowadzą zmiany, ale brakuje jej projektantów i specjalistów UX.
Sercem audytu jest raport. Znajdziesz w nim zwykle:
- zachowanie użytkowników na podstawie danych z narzędzi analitycznych (np. Google Analytics 4, map cieplnych czy nagrań sesji);
- zarys potencjalnego klienta i jego drogi na stronie, czyli persony, do której kierujesz produkt lub usługę;
- proponowane zmiany w treściach, prezentacji produktów, nawigacji i układzie stron, wraz z uzasadnieniem;
- uwagi dotyczące wydajności i działania strony na urządzeniach mobilnych;
- dostępność, czyli to, czy ze strony skorzystają osoby z niepełnosprawnościami.
Ten ostatni punkt przestał być dodatkiem. Od 28 czerwca 2025 r. sklepy internetowe w Polsce muszą spełniać wymagania ustawy o dostępności produktów i usług, opartej na standardzie WCAG. Obowiązek nie dotyczy mikroprzedsiębiorców, ale dla pozostałych sklepów audyt UX to dobry moment, żeby przy okazji sprawdzić i dostępność.
Jak wygląda pojedynczy wpis w raporcie
Wszystkie problemy w raporcie grupuje się według wpływu na cele biznesowe, zwykle na krytyczne, średnie i drobne. Do każdego dobry raport dokłada trzy rzeczy: gdzie problem występuje, dlaczego przeszkadza i co konkretnie zmienić. Bez tego ostatniego punktu raport bardzo szybko ląduje w szufladzie.
Tak wygląda jeden wpis z naszego audytu sklepu Nizio, producenta drewnianych łóżek na antresoli. Dane pochodzą z map kliknięć i nagrań sesji w Microsoft Clarity.
Dwie rzeczy odróżniają taki wpis od listy uwag. Po pierwsze, każda obserwacja ma liczbę albo nagranie, do którego można wrócić. Po drugie, rekomendacja jest konkretna na tyle, że programista może ją wycenić bez dodatkowych pytań.
Jak ustala się priorytety
Raport bez priorytetów to lista życzeń. W Hilvec używamy metody MoSCoW: każda rekomendacja trafia do jednej z czterech grup. Must to zmiany, bez których strona traci klientów tu i teraz. Should to rzeczy ważne, ale niekrytyczne. Could to usprawnienia, które warto zrobić, gdy zostanie budżet. Won't to pomysły świadomie odłożone, żeby nie rozpraszały zespołu. O kolejności decyduje nie liczba problemów, tylko ich wpływ na cel biznesowy zestawiony z kosztem wdrożenia.
Tak wyglądała końcowa tabela priorytetów dla sklepu Nizio:
Siedem punktów, z których trzy trzeba zrobić od razu. Właśnie tak powinien wyglądać koniec audytu: zespół wie, od czego zacząć w poniedziałek.
Metody i narzędzia audytu UX
Audyt łączy dwa spojrzenia. Pierwsze to ocena ekspercka: ktoś, kto przeszedł przez setki stron, sprawdza Twoją według ustalonych reguł. Drugie to dane: liczby i nagrania pokazujące, co użytkownicy robią naprawdę, a nie co powinni robić według projektanta. Jedno bez drugiego daje połowę obrazu.
Analiza heurystyczna, czyli dziesięć zasad Nielsena w praktyce
Najczęściej stosowaną metodą oceny eksperckiej jest analiza heurystyczna oparta na dziesięciu zasadach sformułowanych przez Jakoba Nielsena w latach dziewięćdziesiątych. Brzmią akademicko, ale każda z nich opisuje bardzo konkretny błąd, który da się znaleźć na stronie firmowej albo w sklepie.
Dobrą praktyką jest wędrówka poznawcza, czyli przejście przez stronę w roli konkretnej osoby z konkretnym zadaniem: „jestem rodzicem, szukam łóżka piętrowego dla dwójki dzieci do małego pokoju”. Taka wędrówka wyłapuje luki, których checklista nie obejmie, bo dotyczą kolejności informacji, a nie pojedynczych elementów.
Dane: co użytkownicy robią naprawdę
Ocena ekspercka mówi, co powinno działać. Dane mówią, co działa. W audycie korzystamy z czterech rodzajów narzędzi, każde odpowiada na inne pytanie.
Google Analytics 4 i Google Search Console pokazują, skąd przychodzą użytkownicy, które strony oglądają i na którym kroku lejka odpadają. To pierwsze miejsce, w którym szukamy anomalii, na przykład kategorii z dużym ruchem i zerową sprzedażą.
Mapy cieplne i nagrania sesji, w Microsoft Clarity (bezpłatnym) albo w Hotjarze, pokazują, gdzie ludzie klikają, jak daleko scrollują i gdzie się zatrzymują. Trzy wskaźniki są szczególnie użyteczne. Głębokość scrollowania mówi, jaki odsetek użytkowników w ogóle zobaczył przycisk albo ofertę. Martwe kliknięcia to klikanie w elementy, które nie reagują. Kliknięcia z frustracji (ang. rage clicks) to szybkie, wielokrotne klikanie w jedno miejsce. W sklepie Nizio mapa kliknięć na stronie głównej pokazała serię takich kliknięć w lewą strzałkę karuzeli z opiniami klientów. Strzałka była nieaktywna. Żaden ekspert z checklistą by tego nie zauważył, bo z pozoru wszystko wyglądało poprawnie.
PageSpeed Insights i Lighthouse mierzą szybkość i stabilność ładowania. Wolna strona psuje użyteczność, zanim użytkownik cokolwiek kliknie, a na telefonie z gorszym zasięgiem różnica między trzema a sześcioma sekundami to różnica między zakupem a wyjściem.
WAVE i axe DevTools sprawdzają dostępność: kontrast, opisy obrazów, obsługę klawiaturą, poprawność formularzy. To narzędzia automatyczne, więc wychwytują mniej więcej jedną trzecią problemów. Resztę trzeba sprawdzić ręcznie, choćby przechodząc przez formularz bez myszki.
Jedna uwaga: narzędzie nie zastąpi oceny. Clarity pokaże, że 14% użytkowników klika w pole kodu rabatowego. Dopiero ekspert odpowie, czy to dobrze, czy źle, i co z tym zrobić.
Jak przebiega audyt UX krok po kroku
Zlecenie audytu UX albo przeprowadzenie go własnymi siłami jest prostsze, gdy rozumiesz cały proces. Pominięcie któregoś etapu zwykle kończy się tym, że po projekcie nie widać efektów.

- Analiza biznesowa. Rozmowa z zespołem: jakie są cele strony, kim są klienci, co dziś nie działa. Bez tego audyt ocenia stronę „w ogóle”, a nie pod kątem Twojego biznesu.
- Analiza ekspercka i dane. Kluczowy etap audytu. Specjaliści przechodzą najważniejsze ścieżki (analiza heurystyczna lub wędrówka poznawcza) i zestawiają obserwacje z danymi z analityki. Jeśli w zakresie są badania z użytkownikami, odbywają się właśnie teraz.
- Raport. Wnioski zebrane w jednym dokumencie, z priorytetami i przykładami.
- Omówienie. Spotkanie, na którym przechodzimy przez raport punkt po punkcie, żeby obie strony tak samo rozumiały problemy i zdecydowały, co dalej.
- Projektowanie. Jeśli zalecenia mieszczą się w budżecie, przygotowujemy makiety i projekty graficzne. Projektanci UX i UI pracują razem, żeby rozwiązania odpowiadały na potrzeby klientów.
- Wdrożenie. Po akceptacji projektów zmiany trafiają na stronę. Potem warto przez kilka tygodni obserwować dane i sprawdzić, czy poprawki zadziałały.
Jedna uwaga do drugiego etapu: w analizie eksperckiej liczy się liczba par oczu. Badania Nielsen Norman Group pokazały, że pojedynczy ekspert znajduje średnio ok. 35% problemów z użytecznością. Dlatego zalecają, by interfejs oceniało kilku specjalistów, najlepiej pięciu, minimum trzech. Warto zapytać wykonawcę, ile osób będzie pracować nad Twoim audytem.
Ile to trwa? Audyt strony firmowej z jedną główną ścieżką zamyka się zwykle w dwóch, trzech tygodniach. Sklep z kilkoma tysiącami produktów i pełnym procesem zakupowym potrzebuje trzech do pięciu tygodni, z czego tydzień to samo zbieranie danych, bo mapy cieplne muszą mieć co pokazać.
Co najczęściej wychodzi w audytach UX
Każda strona jest inna, ale pewne grupy problemów powtarzają się zaskakująco często. Jeśli masz chwilę, sprawdź je u siebie, zanim zlecisz cokolwiek komukolwiek.
- Formularze – za dużo pól, niejasne komunikaty błędów, pytania o dane, które nie są do niczego potrzebne;
- Nawigacja i nazewnictwo – menu nazwane językiem firmy, a nie klienta („Rozwiązania”, „Obszary”), oferta schowana trzy kliknięcia od strony głównej;
- Ścieżka zakupu – koszt dostawy widoczny dopiero na ostatnim kroku, wymuszone zakładanie konta, brak metod płatności, których klienci oczekują (w Polsce przede wszystkim BLIK-a, o czym piszemy w tekście o płatnościach w Shopify);
- Mobile – przyciski za małe na kciuk, wyskakujące okna zasłaniające treść, tabele, których nie da się przewinąć;
- Zaufanie – brak danych firmy, opinii czy informacji o zwrotach tam, gdzie klient podejmuje decyzję.
Dobra wiadomość jest taka, że większość tych problemów da się poprawić bez przebudowy całej strony.
Audyt UX sklepu a audyt strony usługowej
Lista powyżej jest wspólna, ale ciężar audytu rozkłada się inaczej. W sklepie internetowym liczą się cztery miejsca: karta produktu, lista z filtrami, koszyk i checkout. Audyt sklepu to w dużej mierze audyt ścieżki zakupowej na telefonie, bo tam zwykle jest większość ruchu i najgorsza konwersja. Pytania brzmią: czy klient widzi cenę, dostępność i koszt dostawy, zanim doda produkt do koszyka, czy filtry odpowiadają temu, jak ludzie naprawdę wybierają (kolor, rozmiar, cena), i ile razy po drodze trzeba scrollować do przycisku.
Na stronie usługowej albo w serwisie B2B konwersją jest zapytanie, telefon albo umówione spotkanie, a ścieżka jest krótsza. Tu audyt skupia się na tym, czy w pięć sekund wiadomo, co firma robi i dla kogo, czy oferta jest opisana językiem problemu klienta, czy formularz pyta tylko o to, co niezbędne, i czy dowody (realizacje, opinie, nazwy klientów) stoją tam, gdzie zapada decyzja. Najczęstszy błąd stron B2B to rozbudowana sekcja „o nas” przy ofercie, którą trzeba sobie dopowiedzieć.
Audyt UX w praktyce: sklep Nizio
Nizio to rodzinna firma z Biłgoraja, która produkuje drewniane łóżka na antresoli i łóżka piętrowe. Projektowaliśmy dla nich sklep, a po kilku latach działania przeprowadziliśmy audyt UX, żeby sprawdzić, jak sklep radzi sobie z realnym ruchem. Podstawą były dane z Microsoft Clarity: mapy cieplne i mapy kliknięć dla czternastu widoków strony na desktopie i mobile oraz nagrania sesji, zestawione z oceną ekspercką.
Pierwszy wniosek dotyczył karty produktu. Na telefonie tylko 38% użytkowników docierało scrollem do przycisku „Dodaj do koszyka”; na desktopie 69%. Nagrania pokazywały przewijanie w górę i w dół w poszukiwaniu przycisku. Jednocześnie najczęściej klikanym elementem karty nie było zdjęcie produktu, tylko rysunek techniczny z wymiarami: 3,86% kliknięć, więcej niż wszystkie miniatury zdjęć razem wzięte. Klient kupujący łóżko na antresolę chce najpierw wiedzieć, czy zmieści się pod sufitem. Wymiary były w sklepie, ale schowane niżej. Rekomendacja: przenieść przycisk wyżej, dodać przyklejony pasek z wybranym wariantem, ceną i przyciskiem oraz wyeksponować wymiary. Trzy czwarte sesji w sklepie pochodziło z telefonów, więc to właśnie tam problem był najdotkliwszy.

Drugi wniosek wziął się z jednego nagrania. Użytkownik dodał do koszyka łóżko w kolorze dębu, potem to samo łóżko w bieli, a następnie ręcznie przeszukiwał sklep w poszukiwaniu barierki ochronnej. Sklep nie podpowiadał produktów powiązanych, więc klient musiał sam kompletować zestaw. Jedno nagranie, a od razu wiadomo, że brakuje sekcji z akcesoriami dopasowanymi do wybranego koloru.
Trzeci wniosek to opisane wyżej pole kodu rabatowego w koszyku, które zbierało 14,65% kliknięć i wysyłało część klientów na poszukiwanie rabatu poza sklepem.
Co z tego weszło na stronę? Karta produktu ma dziś przyklejony pasek z wariantem, ceną i przyciskiem, sekcję „Do kompletu” z akcesoriami oraz zbliżenia pokazujące łączenia i wykończenie drewna. Zapis do newslettera z kodem rabatowym 5% jest na pasku u góry strony i na dole karty produktu, a nie w środku procesu zakupowego. Żadna z tych zmian nie wymagała przebudowy sklepu. Wszystkie wynikały z liczb, które przed audytem nikomu nie rzucały się w oczy.

Sprawdź swoją stronę w 15 minut
Zanim zlecisz audyt, zrób szybki test na własnej stronie. Najlepiej na telefonie i najlepiej z kimś, kto jej wcześniej nie widział. Przy każdym pytaniu odpowiedz „tak” albo „nie”:
- Czy w 5 sekund od wejścia na stronę główną wiadomo, co oferujesz i dla kogo?
- Czy do najważniejszej usługi lub produktu dojdziesz w najwyżej dwóch kliknięciach?
- Czy formularz kontaktowy pyta tylko o to, czego naprawdę potrzebujesz, żeby odpowiedzieć?
- Czy klient widzi pełny koszt zamówienia, razem z dostawą, zanim dojdzie do płatności?
- Czy zamówienie da się złożyć bez zakładania konta?
- Czy przyciski i linki wygodnie kliknąć kciukiem?
- Czy komunikaty błędów mówią, co poprawić, a nie tylko, że coś jest źle?
- Czy w miejscu decyzji widać opinie, dane firmy i zasady zwrotów?
Jedno czy dwa „nie” to zwykle szybkie poprawki, które zrobisz bez audytu. Trzy i więcej to sygnał, że strona traci klientów w kilku miejscach naraz i warto przyjrzeć się jej dokładniej. Ten test nie zastąpi analizy danych, ale dobrze pokazuje, od czego zacząć.
Samodzielny audyt UX krok po kroku
Jeśli test wypadł źle, a na zewnętrzny audyt nie ma jeszcze budżetu, zrób własny. Zajmie dzień albo dwa i da Ci listę, z którą da się pracować. Zacznij od danych: w Google Analytics 4 znajdź trzy strony z największym ruchem i sprawdź, co użytkownicy robią na nich dalej. Jeśli masz sklep, zobacz raport lejka zakupowego i zapisz, na którym kroku odpada najwięcej osób. Zainstaluj Microsoft Clarity, jeśli jeszcze go nie masz, i daj mu tydzień na zebranie nagrań.
Potem przejdź stronę jako klient, na telefonie, z jednym konkretnym zadaniem, na przykład „kup to, co kupuje się u nas najczęściej” albo „wyślij zapytanie o najdroższą usługę”. Notuj każdy moment, w którym musisz się zatrzymać i pomyśleć. Na stronie głównej sprawdź, czy pierwszy ekran odpowiada na pytanie, co to za firma, i czy widać na nim jedno wyraźne działanie. W nawigacji policz kliknięcia do najważniejszej oferty i przeczytaj nazwy menu na głos: jeśli brzmią jak wewnętrzny słownik firmy, zmień je. Na karcie produktu lub stronie usługi zobacz, czy cena, dostępność, koszt dostawy albo czas realizacji są widoczne bez scrollowania, i czy wymiary, parametry lub zakres usługi stoją wyżej niż opis marketingowy. W formularzu i koszyku usuń w myślach każde pole, bez którego dałoby się zrealizować zamówienie, i sprawdź, czy przycisk dalej jest widoczny na każdym kroku. Na koniec wyłącz myszkę i spróbuj przejść ten sam proces klawiaturą; to najprostszy test dostępności, jaki istnieje.
Z nagrań w Clarity obejrzyj dziesięć sesji z telefonów, które skończyły się bez konwersji. Zwykle po piątej widać wzorzec. Wszystko, co zanotujesz, podziel na trzy grupy: do zrobienia w tym tygodniu, do zaplanowania, do odłożenia. To już jest raport, tylko bez okładki.
Ile kosztuje audyt UX?
Koszty audytu UX są mocno zróżnicowane. Czasem obejmuje on badania z użytkownikami, które same w sobie są sporą pozycją w budżecie. Innym razem wystarczy analiza ekspercka wsparta danymi z narzędzi. Na cenę wpływają przede wszystkim:
- wielkość serwisu i liczba ścieżek do sprawdzenia, bo strona firmowa z formularzem to coś innego niż sklep z kilkoma tysiącami produktów;
- metody, czyli sama analiza ekspercka albo dodatkowo testy z użytkownikami;
- zakres wyników: sam raport, raport z makietami albo pełne wdrożenie zmian;
- dostęp do danych, bo jeśli analityka nie jest poprawnie skonfigurowana, trzeba ją najpierw uporządkować.
Na rynku rozpiętość jest duża. Szybki przegląd heurystyczny jednej strony u freelancera kosztuje od ok. 2 tys. zł. Audyt agencyjny z analizą danych, nagraniami i omówieniem to zwykle od 5 do 15 tys. zł netto. Audyty z badaniami z użytkownikami, makietami i wdrożeniem zmian to wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych.
W Hilvec audyt taki jak dla Nizio, czyli ocena ekspercka, mapy cieplne i nagrania, raport z priorytetami MoSCoW i jego omówienie, kosztuje około 10 tys. zł netto. Mniejsze strony firmowe z jedną ścieżką wyceniamy indywidualnie. I dobrze, bo wykonawcy też powinno zależeć na tym, żeby audyt przyniósł realne korzyści biznesowe, a nie tylko gruby dokument. Dla porównania: w sklepie, który sprzedaje za 100 tys. zł miesięcznie, podniesienie konwersji o jedną dziesiątą punktu procentowego zwraca taki audyt w kilka miesięcy.
Co dzieje się po audycie
Raport to połowa drogi. Druga połowa to wdrożenie i sprawdzenie, czy zmiany zadziałały. Dlatego na omówieniu raportu ustalamy od razu, kto wdraża które punkty i w jakiej kolejności, zwykle zaczynając od grupy must, która mieści się w jednym, dwóch sprintach.
Efekt mierzymy tymi samymi wskaźnikami, które pokazały problem. Jeśli audyt wykazał, że 38% użytkowników mobilnych dociera do przycisku, po wdrożeniu przyklejonego paska sprawdzamy, ile dociera teraz. Jeśli odpływ był w koszyku, patrzymy na porzucenia koszyka i konwersję z koszyka do zamówienia, osobno dla telefonów. Na stronie usługowej liczymy zapytania z formularza i telefony w stosunku do ruchu. Dane warto zbierać przez cztery do sześciu tygodni po zmianie, żeby wyrównać wahania sezonowe i kampanie.
Audyt nie jest jednorazowy. Powtarzamy go po większej zmianie na stronie, po przebudowie oferty albo gdy wskaźniki zaczynają spadać bez wyraźnej przyczyny. W spokojnych warunkach wystarczy przegląd raz na rok, półtora, najlepiej na tych samych danych, żeby dało się porównać wyniki.
Kiedy audyt UX nie ma sensu
Audyt UX to dobre narzędzie, ale nie na każdą sytuację. Są przypadki, w których lepiej wydać budżet inaczej:
- strona jest nowa i nie ma jeszcze danych – lepiej poczekać kilka miesięcy albo zrobić szybki test z użytkownikami;
- problemem jest ruch, a nie konwersja – jeśli na stronę wchodzi garstka osób, najpierw zajmij się SEO i kampaniami;
- i tak planujesz przebudowę w ciągu pół roku – wtedy audyt warto zrobić jako pierwszy etap projektu nowej strony, o czym piszemy w tekście o przebudowie strony internetowej;
- nikt nie wdroży zaleceń – raport bez wdrożenia niczego nie zmienia, a po roku jest już nieaktualny.
Jak wybrać wykonawcę audytu UX
Ofert audytów jest dużo, a różnice między nimi widać dopiero po otrzymaniu raportu. Kilka pytań zadanych przed zleceniem pozwala je odsiać wcześniej.
Zapytaj, na jakich danych wykonawca będzie pracował i czy potrzebuje dostępu do Twojej analityki. Audyt „z zewnątrz”, bez danych, to tylko opinia. Zapytaj, ile osób oceni stronę; odpowiedź „jedna” oznacza, że dostaniesz mniej więcej jedną trzecią problemów. Poproś o przykładowy wpis z raportu dla innego klienta, choćby zanonimizowany. Jeśli jest w nim tylko opis problemu bez rekomendacji i priorytetu, raport skończy w szufladzie. Sprawdź, czy w cenie jest omówienie: raport wysłany mailem bez spotkania to pół usługi.
Są też sygnały ostrzegawcze. Audyt „gratis” dołączony do oferty redesignu zwykle kończy się wnioskiem, że potrzebujesz redesignu. Obietnica konkretnego wzrostu konwersji przed zobaczeniem danych to marketing, nie analiza. A raport na sto stron bez priorytetów brzmi imponująco tylko do momentu, w którym trzeba z nim coś zrobić.
Audyt UX w Hilvec: raport, który da się wdrożyć w poniedziałek
Nawet najlepszy marketing nie uzupełni braków nieużytecznej strony. Użytkownicy wychodzą, gdy cokolwiek jest niejasne, usługi są niedokładnie opisane, a formularz za długi. Nie kończą zakupów, bo droga do zamówienia jest zbyt długa, a wybór metod płatności zbyt mały. Każdy taki klient to sprzedaż, która mogła się wydarzyć.
Dlatego nie zaczynamy od raportu. Zaczynamy od rozmowy o celach i od danych, potem przechodzimy przez stronę oczami klienta. Na końcu zostawiamy listę zmian ułożoną według tego, ile mogą dać i ile kosztują. Czasem rekomendacja jest krótka: pięć poprawek do wdrożenia w kilka tygodni. Czasem audyt pokazuje, że strona dojrzała do nowego projektu UX/UI. Obie odpowiedzi są dobre, jeśli stoją za nimi dane.
Jeśli zastanawiasz się, gdzie Twoja strona lub sklep traci klientów, zajrzyj na stronę naszej agencji UX/UI i porozmawiajmy. Bez presji, za to z konkretnymi wnioskami.
Najczęstsze pytania o audyt UX
Czym różni się audyt UX od audytu SEO?
Audyt SEO sprawdza, czy Google znajduje i rozumie stronę, więc dotyczy ruchu. Audyt UX sprawdza, co dzieje się z użytkownikiem, który już na stronę wszedł, więc dotyczy konwersji. Jeśli masz mało wejść, zacznij od SEO. Jeśli wejść jest dużo, a zapytań lub zamówień mało, potrzebujesz audytu UX.
Ile trwa audyt UX?
Od dwóch do pięciu tygodni, zależnie od wielkości serwisu. Strona firmowa z jedną ścieżką to zwykle dwa, trzy tygodnie. Sklep z pełnym procesem zakupowym potrzebuje trzech do pięciu, bo pierwszy tydzień schodzi na zbieranie danych z map cieplnych i nagrań.
Czy audyt UX wymaga dostępu do mojej analityki?
Tak, i warto go dać. Bez danych z Google Analytics i narzędzia do nagrań audyt opiera się wyłącznie na opinii eksperta, a to połowa obrazu. Wystarczy dostęp do odczytu; wykonawca nie potrzebuje uprawnień do zmian.
Czy audyt UX da się zrobić samodzielnie?
Tak, w podstawowym zakresie. Test opisany wyżej i dzień pracy z Google Analytics oraz Microsoft Clarity pozwalają znaleźć najbardziej oczywiste problemy. Zewnętrzny audyt daje spojrzenie z zewnątrz, kilka par oczu i doświadczenie z innych stron, czyli to, czego w zespole zwykle brakuje.
Jak często powtarzać audyt UX?
Po każdej większej zmianie na stronie, po przebudowie oferty albo gdy wyniki zaczynają spadać bez wyraźnej przyczyny. Bez takich sygnałów wystarczy przegląd raz na rok, półtora.
Czy audyt UX obejmuje dostępność?
Powinien. Od 28 czerwca 2025 r. sklepy internetowe w Polsce, poza mikroprzedsiębiorcami, muszą spełniać wymagania ustawy o dostępności opartej na WCAG. Dobry audyt sprawdza przynajmniej kontrast, opisy obrazów, obsługę klawiaturą i czytelność formularzy.
Czy po audycie trzeba przebudować stronę?
Zwykle nie. Większość rekomendacji z audytów to zmiany w istniejących szablonach: przeniesienie przycisku, skrócenie formularza, dodanie sekcji z akcesoriami. Redesign wychodzi z audytu wtedy, gdy problemy dotyczą struktury całego serwisu, a nie pojedynczych elementów.


